z jednej strony-nie mam bierzmowania i przyjmować tego sakramentu[jak i innych] nie zamierzam,wiec nie mogę być matka chrzestna jakiegoś dziecka w obrządku kk.
a z drugiej-niedawno mój tata brał ślub po raz drugi.świadkiem z jego strony[ślub cywilny]był przyjaciel,z jej-jakaś gówniara.siedziałam na samym końcu stołu z jakimiś znajomymi których widziałam może drugi raz w życiu.
chrzestnymi mojego brata tez są jacyś gówniarze ze strony macochy.
nawet nie spytali-oczywiście wymówiłabym się i od bycia świadkiem i od trzymania dzieciaka w kościele,ale czuje się pominięta i nie ważna.
poza nawiasem,poza rodzina,mimo ze dorosły człowiek ze mnie[podobno,mięso lat 22.],to jednak takie uparte spychanie mnie poza margines ciągle boli.
ot,zła przeszłość,taka córa z pierwszego małżeństwa.źle by wyglądała na zdjęciach.
nie sam fakt nie bycia chrzestną czy świadkiem mnie boli,tylko to uporczywe wypieranie się mnie.
de facto,jedyne co ma mi mój ojciec do powiedzenia to pretensje,narzekanie na mnie[po każdej rozmowie z nim się dziwie czemu nie wieńczy swoich wywodów:"lepszą córkę bym sobie z kału wystrugał"]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz