rozpłakałam się.tegoroczna fala deprechy.mało światła.ptaki nie śpiewają[głupota,a po co kupowałam karmik dla sikorek?]
położyłam głowę na kocim boku i płakałam.kot patrzył z uprzejmym zdziwieniem i pomrukiwał.coś w deseń ojcowskiego "no już córcia,wypłacz się,jak potrzebujesz". a potem zlizywał mokre plamy z futra.słone.źle.sól jest destruktywna dla delikatnych kocich nerek.kolejna rozpacz na ramionach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz